Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi DAN z miasteczka Bochnia. Mam przejechane 4374.75 kilometrów w tym 1117.00 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 20.56 km/h i się wcale nie chwalę.
Więcej o mnie.

button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl

Znajomi

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy danwidlo.bikestats.pl
Dane wyjazdu:
56.25 km 53.00 km teren
04:35 h 12.27 km/h:
Maks. pr.:54.50 km/h
Temperatura:
HR max:192 ( 97%)
HR avg:173 ( 87%)
Podjazdy:1999 m
Kalorie: 3870 kcal

MTB Powerade Marathon - Krynica

Sobota, 14 sierpnia 2010 · dodano: 14.08.2010 | Komentarze 4

Wreszcie znalazłem chwilę czasu aby opisać ten niezwykły start. Zacznę od początku, czyli od czwartku. Obchodziłem wtedy swoje urodzinki i nie powiem, żebym się oszczędzał. Myślałem, że w piątkowe popołudnie spędzone w pracy będę odpoczywał. Na moje nieszczęście miałem aż 7 zabiegów i praktycznie od 15.00 do 22.30 siedziałem w gabinecie. Spokoju nie dawał mi żołądek, który nie raczył przyjąć ani grama wody czy jedzenia. Powiedzmy, że koło godziny 20.00 zacząłem funkcjonować w miarę normalnie, odczuwałam jedynie ból w nogach i lekki szum w głowie. Sobotnie zmagania rozpocząłem już o 6.00. Musiałem wymyć sprzęt, nasmarować zmienić oponki itd. Wyjechałem koło 7.20. Droga dłużyła się strasznie co chwila ktoś wlókł się z prędkością 40-50 km/h, a wyprzedzić nie było jak.
Dotarłem na miejsce po 9. Znalazłem jakieś miejsce parkingowe i udałem się do biura zawodów aby dopełnić wszystkich formalności. Po powrocie na parking zdziwiony postawą pewnej Pani (pseudo właścicielki parkingu), która chciała nasłać policję na jakiegoś kolesia bo nie chciał jej zapłacić 25 zł za parkowanie. Pomyślałem nie mam mowy ja też nie zapłacę i odjechałem w inne miejsce (za free).
W trakcie składania roweru zjadłem jeszcze trzy kanapki i princesse. Po raz pierwszy w karierze na starcie byłem już o 10.40. Spotkałem nawet znajomego z X-team Bochnia Maćka Noska (gratulacje dla niego 5 miejsce w swojej kategorii). Przyjąłem dość odważną strategię stwierdziłem, że do puki starczy mi sił będę jechał za Maćkiem a potem wskoczę na swoje tempo i będę walczył aż starczy mi sił. Zdenerwowanie trochę dawało znać na starcie HR 115, a zaraz po od razu wskoczyło na 180. Na pierwszym podjeździe wiedziałem, że będzie ciężko. Nogi nie pracowały tak jak powinny, ale może to i lepiej bo masa ludzi miała za dużo siły na początku co dało się zauważyć po ilości zerwanych łańcuchów :) Wszytko było fajnie do pierwszej premii błotnej. W takim terenie chyba żadna opona nie da sobie rady, KOMODO po kilku obrotach nie miało żadnych właściwości trakcyjnych. Po przeprawie przez ten rozmoknięty odcinek stwierdziłem, że najgorsze już za mną. Zdziwiłem się bardzo, gdy spojrzałem na licznik a tu dopiero niecałe 6 km a ja już nie mam siły, łańcuch zaczyna być słyszalny i coraz ciężej pracuje a ty jeszcze 50 km. Podjazd pod Jaworzynę udało się pokonać w siodle, pomyślałem, że na zjeździe troszkę odpocznę, ale nic błędnego najpierw szybki zjazd po polanie z niespodzianką pośrodku a później straszna ścian w dół. Widziałem, że co poniektórzy próbowali jechać w dół i po 20m kończyli gdzieś w krzakach, więc postanowiłem zejść. Potem chyba był długo oczekiwany barek na którym natankowałem bidon i zjadłem arbuza :) taaak tego mi trzeba było! Chwilę później jakbym zapał drugi oddech i przez moment jechałem całkiem przyzwoicie. Niestety kamienisty podjazd pod Słotwiny dałem z buta. Na szczycie stał jakiś kolo i smarował wszystkim łańcuchy, później dowiedziałem się że to był Pan GG. Później nie pamiętam jak dawałem radę w każdym bądź razie po trzecim barku kiedy wjechaliśmy do Krynicy myślałem, że to już koniec ---> META! A tu niespodzianka jeszcze została góra parkowa. Był to chyba najgorszy odcinek do przebycia. Nogi już nie podawały, napęd trzeszczał, sztrzelał i pojękiwał. Na dodatek chwyciły mnie straszne bóle stóp w okolicach małych palców - coś strasznego. Jak jechałem bolało mniej jak podchodziłem bolało jak cholera, a że lwią część tej części trasy pokonałem z buta zarówno w górę jak i w dół to baardzo bolało.Gdy znalazłem się ponownie w parku i zobaczyłem znak meta za 300m (chyba jakoś tak to pisało)to niemalże oszalałem ze szczęścia! Ludzie na mecie klaszczą, wiwatują normalnie jakbym zajął pierwsze miejsce (fajne uczucie)!
Reasumując stwierdzam, żę mam straszne szczęście do trudnych maraonów u GG. W tamtym roku Szczawnica, w tym Krynica - trudność i zmęczenie to samo. Tyle że w Krynicy jechałem dłużej pomimo braku problemów technicznych.
Sheep 6h w siodle brawo za zacięcie, a już myślałem, że dojechsłeś do mety przede mną!

Oficjalny czas - 04:35:01.079
OPEN - 92/355 w tym 40 DNF i 4 DSQ
M2 - 43/120 w tym 15 DNF
Strata do lidera - 01:36:30



Reszta jak odpocznę ale było ciężko!
Kategoria Starty



Komentarze
kundello21
| 09:33 wtorek, 10 maja 2011 | linkuj Piękne tereny:) Jechałem w tamtym roku tam na maratonie.
erni | 07:35 poniedziałek, 16 sierpnia 2010 | linkuj Gratulacje. Jak na taką bazę naprawdę super wynik.
danwidlo
| 09:34 niedziela, 15 sierpnia 2010 | linkuj Już wiem o co chodzi GPS robi błędy w obliczaniu i jak zapodałem w programie to wychodzi inaczej.
sheep
| 21:26 sobota, 14 sierpnia 2010 | linkuj Daniel coś pokręciłeś z podjazdami - na 48 kilometrze miałem 1783m ale zgubiłem czujnik prędkości i póxniej mi juz nie mierzył. Myślę że było ok. 1900-2000m
Gratuluję wyniku.
Komentuj

Imię: Zaloguj się · Zarejestruj się!

Wpisz cztery pierwsze znaki ze słowa madro
Można używać znaczników: [b][/b] i [url=][/url]